

Chciałam napisać kilka słów o mojej przyjaźni z psami, o tym jak to wszytko się zaczęło. Niestety pisanie nie jest moją najmocniejszą stroną spróbuję więc zwyczajnie przedstawić początki.
Psy były, są i będą w moim domu, mimo usilnych zabiegów moich lekarzy, którzy stwierdzili, że powinnam wybierać "zwierzęta albo ja". Od lat wybieram zwierzęta. Tak było zawsze, jeszcze zanim przyszłam na ten świat, w domach moich antenatów zawsze były psy, koty tudzież inne bestie, umilając lepsze i gorsze chwile wszystkim domownikom. Psy i konie towarzyszyły moim dziadkom na wojnach, w czasie pokoju babcie ze swoimi pupilkami zaszczycały swoją obecnością salony. Psiaki mieli moi dziadkowie i rodzice, nie było więc w tym nic dziwnego, że ja odkąd pamiętam też miałam psy.
Pierwszym był Bobik - czystej krwi owczarek PULI. Cudowny psiak, o niebywale dobrym charakterze, kochał wszystkich i wszystko, co nie przeszkadzało mu robić za moją ochronę, kiedy mama zostawiała mnie na podwórku śpiącą w wózku. Nikt obcy nie mógł choćby na 5 metrów podejść do wózka. Bobik przeżył z nami 17 lat.
Następnym był Romi (cocer spaniel trikolor z małej domowej hodowli "Z Saskich Łanów". Romi był ulubieńcem rodziny, bardzo mądry, chętny do nauki. Nawet mój ojciec, który niestety nie ma cierpliwości do wychowywania, potrafił całymi godzinami spędzać czas z Romisiem ćwicząc z nim i ucząc go coraz to nowych sztuczek.
Niestety pewnego letniego dnia zakochany Romi wpadł pod samochód - kończąc tym samym historię psa, który będzie u mnie w domu wspominany jeszcze przez wiele lat.
Po jakimś czasie, po śmierci Romiego nadeszła epoka Cariny - również cocer spaniela, tym razem złotego. Carina była suczką bez rodowodu co zupełnie nie uwłaczało jej psiej godności ani nie umniejszało urody. Głowę nosiła zawsze wysoko z dumą eksponując swe piękne, długie, złote uszy. Przeżyła ona z nami 13 lat.
Jeszcze gdy żyła Carina, ku rozpaczy moich rodziców, do domu przyniosłam 2 miesięczną, czarną istotkę. Była to pierwsza w moim życiu doginka niemiecka Demi.
Skąd "DEMI", otóż gdy kupowałam Demisię (podobnie jak Carina była ona sunią bez rodowodu), Pan od którego ją kupiłam powiedział mi, że w domu nazywali ją Demolution (czyli Demolka). Nie trzeba było długo czekać na potwierdzenie słuszności tego imienia :)) Niestety Demolka czy Demolution są zbyt długimi imionami domowymi, więc moi przyjaciele wpadli na pomysł nazwania małej Demi - od pierwszych liter naszych imion (Dorota, Ewa, Michał, Iza). W ten to sposób odbyło się mianowanie małej Demolki na Demi.
Od pierwszych chwil spędzonych w domu Demi zawojowała wszystkich. W niewytłumaczalny sposób odgadła, że osobą o której względy trzeba zabiegać najbardziej jest mój ojciec i od chwili wejścia do domu, chodziła za nim nie odstępując go na krok. Intuicyjnie wyczuwała czego od niej oczekuje i potrafiła błyskawicznie odnaleźć się w różnych sytuacjach.
Dzięki Demisi poznałam kilkoro właściciel dogów, z którymi mogliśmy całe dnie spędzać na spacerach, obserwując w nieskończoność zabawy naszych ulubieńców.
Niestety Demisi, jak i większości dogów nie ominęła przypadłość rasy - skręt żołądka - odeszła od nas w zbyt młody wieku, miała 5 lat.
Po jej chorobie doszliśmy do wniosku, że musimy odczekać jakieś pół roku żeby pozbierać się przygotować na następnego szczeniaczka. Nie udało się. Już na następny dzień rano, po odejściu Demi, ojciec zaczął bombardować mnie telefonami do pracy, z pytaniami: czy zaczęłam szukać szczeniaczka? Czy już znalazłam? Dlaczego tak wolno szukam? Itd.
Wreszcie ZNALAZŁAM, w hodowli Saxifraga była jeszcze jedna 4 miesięczna już doginka imieniem Bardotka. Nie mogąc dłużej czekać, zwolniłam się wraz z koleżanką z pracy i pojechałam do Moniki Słowik zobaczyć małą - a właśściwie nie zobaczyć tylko od razu zabierać do domu.
W pierwszej chwili malutka wydała mi się bardzo chudziutka, spokojna, nieśmiała w porównaniu do swojego rodzeństwa, które pozostało w hodowli. Próbowałam nawet przekonać Monikę by sprzedała mi psiaka którego zostawiła sobie.
Nie udało się i zabrałam małe chucherko do domu. Moi rodzice przywitali nas na parkingu - nie mogli się doczekać kiedy wreszcie będą mogli wycałować i wypieścić nowy nabytek :))
Ten spokojny, nieśmiały maluszek, okazał się istnym szatankiem więc nie było w tym nic dziwnego, że po domowemu mała została nazwana Demi II.
W niedługim czasie okazało się, że nasza niepozorna, maleńka istotka zapowiada się na przepiękną, dostojną, zgrabną, dorodną sunie.
Koleżanka, widząc ten niezwykły potencjał jaki mała ma w sobie, namówiła mnie na jej wystawianie.
Od pierwszej wystawy Demina zaczęła znosić do domu medale i pucharki, wciągając mnie, jak to zwykle bywa, w Świat wystaw.
Gdy Demi miała roczek, pojechałam ze znajomymi do ich koleżanki obejrzeć pierwsze miot jej suni rasy Welsh Corgi Cardigan. WPADŁAM. Na drugi dzień po wizycie, zadzwoniłam do Doroty Paź z pytaniem czy ma jeszcze sunie, którą mogłabym kupić. Niestety nie było, wszystkie szczenięta były już zarezerwowane, umówiłam się więc na wizytę osobistą w celu negocjacji :))
Moja desperacja była ogromna, a i argumenty chyba nie były złe bo hodowcę przekonałam i małą cardigankę nabyłam.
Moja desperacja była ogromna, aczkolwiek świadomość mojej rodziny była zerowa :)) Dwa tygodnie przed odbiorem małej moi rodzice zorientowali się, że coś się święci - mała awanturka, trochę krzyków, chwila ciszy i pytanie: a jak to wygląda? Masz jakieś zdjęcia? Oczywiście, że mam, pokazałam, chwila konsternacji, pytanie: kiedy? Czy można pojechać i ją zobaczyć? Odpowiedź: jak wrócę z delegacji, czyli za dwa tygodnie; oczywiście jedziemy.
Mała bardzo się spodobała, i zaraz po moim powrocie z delegacji została przywieziona do domu Tessalia Controversia.
W ten sposób znowu w domu były dwa psy: dog niemiecki i welsh corgi cardigan.
Miłość dożycy do małej corgitki ujawniła się od pierwszej chwili (co zostało uwiecznione na zdjęciach), bawią się, śpią, jedzą i jeżdżą na wystawy razem.
Na jesieni 2003r. Demi została mamąą swoich pierwszych szczeniąt. Z miotu, w związku z przykrymi doświadczeniami w "nowym domu" wróciła do nas i już z nami pozostała jedna sunia - arlekinka imieniem Diana. Z niecierpliwością czekam jak będzie się prezentowała na ringach i czy pójdzie w ślady mamy. Jej miotowa siostra Dafne już rozpoczęła swoją karierę wystawową i poszło jej całkiem nieźle, ale o tym już w innym dziale.